Blog

Być jak Justyna Kowalczyk

Można ją uwielbiać i wysławiać pod niebiosa, nazywać Wielką.  Można też nie lubić, lub nawet szczerze nie trawić i krytykować, za ostry język, za uśmiech konia jak to niektórzy twierdzą. Można też po prostu nie przepadać za nią jako za człowiekiem, ale szanować jako sportowca. Wiele opini słyszałam, jeszcze więcej wyczytałam w komentarzach pod rozmaitymi artykułami o niej, wywiadami i jej felietonami.

Ta dziewczyna ma za sobą ciężkie lata. I nie chodzi mi tylko o trening. Wielu z Was pewnie czytało lub słyszało o jej depresji, romansie, poronieniu. Przyznała się z resztą do większości z tych rzeczy, otwarcie, w jednym z wywiadów. Powiecie zaraz, no tak, ale wielka gwiazda związała się z żonatym facetem, mieli romans, rozbiła rodzinę. Zgadza się. Nikt z nas nie wie jednak jak było na prawdę ani jak sam by się zachował w takich okolicznościach w jakich znalazła się nasza najlepsza narciarka.

Ale determinacja, upór i konsekwencja z jaką Justyna dąży do wyznaczonych sobie celów zasługuje na wszystkie medale świata. Chciała medal w sprincie drużynowym dla Sylwi i siebie, zrobiła to. Chciała pobiec w Biegu Wazów, pobiegła.W dodatku wygrała, choć nie liczyła na to. I nie ważne jakim bólem, wysiłkiem fizycznym a także kolejnym „wystawianiem się na świecznik” płaci za swoje działania i szczerość w mówieniu o nich i o tym co jest.

I jest jeszcze coś za co jej postawa jest godna uwagi. Nowa świeżość w sporcie. Otóż Justyna jako jeden z nielicznych polskich sportowców po wielu latach pracy w tym samym harmonogramie, szablonie wręcz, postanawia to zmienić. I z tego co mówi, na kolejną Kryształową Kulę z jej strony raczej liczyć nie mamy co. Ale na pewno na każdy sezon wyznaczy sobie cele, zarówno te „bardziej” widoczne, co by kibice TVP mogli „se” popatrzeć jak i te, o których pewnie mniej będzie w mediach bo nie są tak popularne jak Puchar Świata. W tych drugich chce trochę „zejść” z tego świecznika, czemu z resztą całkowicie się nie dziwię…

Jedno jest pewne – emocji nie zabraknie a nasza gwiazda narciartwa nieraz utrze nosa norweskiej koalicji. I doprowadzi do innego spojrzenia na narciarstwo w Polsce. Bo ona już nie walczy o swoje sukcesy – chyba, że o całkowity powrót do zdrowia –  no to na pewno. Ona walczy o przyszłość tego sportu w naszym kraju i jego obecność na międzynarodowej arenie. A FIS Justyny i jej podobnych potrzebuje bardziej niż kogolwiek innego, choć chyba, nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Może po tym sezonie bardziej? Czas pokaże. Dawnych machin nie da się zatrzymać, ale kto wie co jeszcze przed nami.

Ale po tym sezonie, tak bardzo dziwnym, tak szczególnie nie udanym, Justyna właśnie w sposób szczególny stała się wzorem do naśladowania. Jej pracowitość i konsekwencja może być wzorem nie tylko dla mnie, ale myślę dla każdego z nas.Bo też na każdą dziedzinę życia można to przenieść. A jej szczerość i otwartość w mówieniu co się z nią dzieje, otwartym chwaleniu i krytykowaniu nie tylko własnej postawy, jest conamniej godna podziwu.

Być jak Justyna Kowalczyk w swoim własnym życiu. To co najmniej mistrzowskie wyzwanie 🙂