Blog

Requiem Mozarta

 

Post, który cisnął mi się w głowie już ponad miesiąc temu. Wtedy kiedy emocje z Requiem związane rozsadzały mnie od środka i były największe z największych. Wtedy kiedy trwały gorączkowe przygotowania do koncertu, a Requiem było słuchane codziennie i codziennie jakieś jego części chodziły mi po głowie. Prawie, że codziennie było śpiewane 🙂

Teraz minęły prawie 3 tygodnie o koncertu z Requiem, który odbył się 25 kwietnia w Skórzewie, ale emocje z Requiem są nie mniejsze. Przychodzi bowiem monent, aby zaśpiewać je ponownie, już nie całe i nie na typowym koncercie, lecz na dyplomach Karoliny i Łukasza. Jednakże, Requiem to Requiem. Coś absolutnie wyjątkowego, bardzo mocno nasyconego emocjami. Coś jedynego w swoim rodzaju.

Teraz właśnie uświadomiłam sobie, że mogłabym je śpiewać w kółko, bez względu na wysiłek jaki trzeba ponieść żeby je zaśpiewać. Bo łatwo nie jest. Ale daje takiego kopa, że trudno sobie to wyobrazić jeśli się tego nie śpiewało, nie przeżywało. Requiem bardzo rozwija i bardzo uwrażliwia. To wielkie dzieło.

Nie przypuszczałam, że przyjdzie mi w życiu to dzieło i takie dzieło zaśpiewać. Życie jest jednak nieprzewidywalne :))))) Dlatego uważam się za wielką szczęściarę.